Macedonia, Moje podróże
Leave a comment

Bałkańska przygoda – Macedonia

Bałkańska przygoda okazała się pokonanymi w ciągu tygodnia prawie czterema tysiącami kilometrów. Z Wrocławia do Macedonii, dalej do Albanii, wybrzeżem przez Czarnogórę do Chorwacji i na północ przez Bośnię i Hercegowinę aż po Węgry i do domu. Tydzień posmakowania każdego z tych krajów, po jednym kęsie. Wniosek – ciężko dziś uwierzyć, że kilkadziesiąt lat temu kraje te (poza Albanią) tworzyły jedno państwo. Tak różne pod względem gospodarczym, tak różne językowo, kulinarnie i kulturowo. Podobnymi, ale jednak innymi torami szedł rozwój w tych poszczególnych krainach i dla niejednego z nowych państw rozpadł Jugosławii w sensie ekonomicznym okazał się zgubny, to jednak mieszkańcy Bałkanów słusznie zawalczyli i dziś cieszą się własnymi granicami.

I przy okazji granic – jadąc w tamte zakątki Europy trzeba wziąć poprawkę na czas spędzany na granicach. W drodze z Wrocławia do stolicy Macedonii, Skopje, do przekroczenia są dwie granice z odprawą paszportową – Węgry/Serbia – 3 godziny w kolejce oraz Serbia/Macedonia – 1 godzina. W sumie podróż zajęła 20 godzin.

Macedonia to kraj cyrylicą pisany. Dobrze jest chociaż liznąć bukw jadąc tutaj szczególnie, gdy w podróży nikt z taką znajomością nam nie towarzyszy. Angielski będzie tutaj jak najbardziej na miejscu – miłe zaskoczenie to policjant posługujący się biegle tym międzynarodowym językiem. Republika Macedonii w przewadze jest krajem wyżynnym i górzystym, a miasta są małe i rozległe. Stolica Macedonii – Skopje – to królestwo pomników. Dosłownie na każdym kroku stoi tutaj mniejszy lub większy – częściej jednak większy – pomnik. Około 50 pomników i 20 budynków użyteczności publicznej – to efekt projektu “Skopje 2014”, który ruszył w 2010 roku. Jest to projekt mający na celu odbudowę Skopje, która w 1963 roku mocno ucierpiała w wyniku trzęsienia ziemi. Efekt jest oryginalny choć mocno przytłaczający – Skopje nie jest dużym miastem stąd centrum wręcz roi się od ogromnych pomników. Budynki powstające w ramach “Skopje 2014” z kolei są stłoczone i w większości stylizowane na antyczne. Niemniej w nienaruszonym stanie pozostawiono Kamienny Most pochodzący z czasów Imperium Osmańskiego, który prowadzi do Placu Makedonia, na którym znajduje się fontanna z ogromnym pomnikiem Aleksandra Wielkiego na koniu. Po drugiej stronie Kamiennego Mostu, po minięciu kolejnych pomników, dochodzi się do Starego Bazaru. Jest to zespół wąskich uliczek z niską zabudową, gdzie swoją lokalizację ma cała masa sklepów, sklepików i knajpek. W godzinach wieczornym nie ma tutaj wielu ludzi stąd spokojnie można przespacerować się wśród sklepów “ze wszystkim”. Ten Bazar przypomina, że jesteśmy w tej części Europy, gdzie muzułmanki w hidżabie nie są niczym odmiennym. Pod względem religijnym 60% wierzących Macedończyków jest wyznania prawosławnego, a 35% islamskiego. Muzułmanie odchodzą tutaj od obowiązku zakrywania przez kobiety głów, a więcej Muzułmanek spotkać można w takich enklawach jak Stary Bazar czy pod granicą z Albanią, gdzie mieszka mniejszość z tego kraju.

Zanim jednak udamy się w stronę Starego Bazaru warto przejść się ulicą odchodzącą od Placu Makedonia w stronę starego dworca kolejowego. Po drodze mijamy Dom Matki Teresy z Kalkuty, która urodzona w Albanii była mieszkanką Skopje. Deptak doprowadzi nas do dworca – zegar na nim zatrzymał się w godzinę rozpoczęcia trzęsienia ziemi – dokładnie wskazuje 5:17 (26.07.1963 roku). Ciężko uwierzyć, ale trzęsienie ziemi trwające około 20 sekund zniszczyło prawie 70% zabudowań Skopje.

Ot, całe centrum Skopje. Oprócz niego warto dojechać komunikacją miejską lub samochodem na górę Vodno. To na niej ustawiony jest ogromny krzyż, którego nie sposób nie zauważyć – czy to w dzień czy w nocy, gdy jest podświetlony. Przed szczytem znajduje się parking i stacja kolejki gondolowej. Za 100 denarów (ok.7 pln) można wjechać gondolką na szczyt. Z góry Vodno roztacza się widok na Skopje i przy dobrej pogodzie warto tutaj zaglądnąć. Funkcjonuje tutaj schronisko oraz sklepik – czynne na pewno latem.

Macedończycy latem uciekają z miasta, by zaznać ochłody w Kanionie Matka. I faktycznie na miejscu pełne zaskoczenie ilością ludzi. Wzdłuż drogi praktycznie brak miejsc do parkowania, ale udało się coś znaleźć. Podobno latem parking jest płatny jednak do naszego auta nikt nie dotarł. Pora była iście obiadowa, a to w końcu południe Europy więc sjesta obowiązkowa :). Droga wzdłuż Kanionu prowadzi do zapory, po drodze mija się tor kajakarski. Za zaporą ciągnie się prawie sześciokilometrowa ścieżka wzdłuż skał i brzegu wody. Nie mamy jednak czasu na jej pokonanie. Dochodzimy do Cerki Świętego Andrzeja – uwielbiam cerkwie za ich kolory – warto wejść do środka choćby na chwilę ochłody. Zaraz obok znajduje się schronisko, restauracja i wypożyczalnia kajaków, którymi można dopłynąć do Jaskini Vrelo. Niesmak w tym pięknym krajobrazie budzą jedynie wszędobylskie śmieci. Niestety Macedończycy jeszcze nie rozumieją, że co wspólne to także ich i warto o to dbać. Widać to w Skopje, widać i tutaj.

Zostawiając Skopijczyków pluskających się w rzece udajemy się w stronę granicy z Albanią. Po drodze krótki przystanek w Tetovie. Jest to jedno z większych miast Macedonii, stolica mniejszości albańskiej. Wszędzie dostrzec można czerwoną charakterystyczną flagę Albanii z czarnym dwugłowym orłem i oczywiście królują tutaj meczety. Jadąc z Skopje do Tetova dostrzec je można w każdej, nawet najmniejszej wiosce – minaret, z którego iman nawołuje na modlitwę pięć razy dziennie, a zaraz obok meczet. W Tetovie na uwagę zasługuje przede wszystkim Malowany Meczet, Meczet Aladża z 1459 roku. Meczet z zewnątrz ma fasadę pomalowaną we wzór przypominający karty do gry. Jest pięknie utrzymany, przed nim znajduje się malutki ogród z miejscem do obmycia stóp przed modlitwą. Ponieważ akurat wypadła pora modłów nie było nam dane wejść do wnętrza. W Tetovie znajduje się również klasztor Derwiszów choć dziś nie ma tam po nich śladu. Zabudowania zmieniły swego czasu funkcję na hotel i restaurację, a że interes upadł dziś można wejść na teren zakonu i zwiedzać, choć właściwie poza niebieską drewnianą wieżą i cmentarzem nic więcej nie przykuje naszej uwagi.

A z Tetova już prosta droga do Ochrydy, przepięknego miasteczka położonego nad brzegiem Jeziora Ochrydzkiego. Jezioro to należy do najczystszych w Europie. Ponieważ jest odizolowane od innych zbiorników wodnych żyją w nich organizmy pochodzące z czasów prehistorycznych. Woda jest naprawdę czysta, a sama Ochryda odbija swe czerwone dachy i bielone fasady domków w granacie jeziora. Miasteczko jest urokliwe, położone na wzgórzu, z licznymi wąskimi uliczkami prowadzącymi do Cerkwi Świętego Jana, z której roztacza się widok na całą okolicę. Idąc do Świętego Jana warto zaglądnąć do Cerkwi Świętej Zofii, gdzie przy bramie powitał nas…żółw. Natomiast wracając do centrum Ochrydy można zejść schodami w dół przy Świętym Janie i kładką, mijając knajpki, przespacerować się wzdłuż jeziora.

Ciekawostka – jadąc ze Skopje do Ochrydy minęliśmy mini lotnisko. Po małym dochodzeniu okazało się, że z Szwajcarii, Londynu i Belgii przylatuje tutaj samolot. Byliśmy zaskoczeni – jest alternatywa dla drogowej wyprawy w ten odległy zakątek Europy! Samolot na pewno kursuje tylko w wakacje i może ktoś z Was się skusi :).

Link: http://ohd.airports.com.mk/default.aspx?ItemID=345

I tak dwa dni w Macedonii minęły jak szybki taniec Derwiszów. Kolejne dwa dni – witaj Albanio!