Bali, Indonezja, Moje podróże
Leave a comment

Indonezja – Bali i świątynie

Mapa Indonezji to 17 508 wulkanicznych wysp na wodach Oceanu Indyjskiego i Spokojnego. Jedna trzecia z nich nie jest w ogóle zamieszkana. Państwo to swoją stolicę ma w Dżakarcie na wyspie Jawa. Jest mocno zróżnicowane choćby pod względem językowym czy religijnym. Oficjalnym językiem jest Bahasa Indonesia choć każda z wysp posługuje się również swoim dialektem. Podobnie jest z religią – podaje się, że 87% Indonezyjczyków to Muzułmanie, ale są wyspy, gdzie można ich policzyć na palcach jednej ręki, jak np. na Bali. Co ciekawe flaga Indonezji jest odwróconą flagą Polski – czerwony, kolor symbolizujący ciało i życie fizyczne, znajduje się na górze, a biały, czyli życie duchowe, na dole. Prawie identyczną flagę jak Indonezja posiada Monako – flagi tych dwóch państw różnią się jedynie proporcjami. Gospodarka Indonezji głównie oparta jest na rolnictwie. Uprawia się tutaj i eksportuje kauczuk,pieprz, kakao, herbatę czy ryż. Jest to państwo, które w tej chwili przechodzi szybki wzrost gospodarczy i zaliczane jest do Azjatyckich Tygrysów.

Odkryłam Indonezję będąc na Bali choć czytając o tym państwie i myśląc o Bali odnoszę wrażenie, że to dwie odmienne destynacje. Prawdopodobnie dlatego, że Bali jest bardzo specyficzną wyspą, Balijczycy są wyznawcami hindu, religii łączącej w sobie buddyzm, hinduizm i elementy dawnych wierzeń w siły natury, a religia ta mocno determinuje życie na wyspie. Bali ostatnimi czasy stała się bardzo popularna wśród turystów i w sieci można znaleźć sporo informacji odradzających podróż na tą wyspę ze względu na ilość zwiedzających i związaną z tym komercjalizację. Nie jest to do końca prawda – w największych miastach takich, jak Kuta czy Denpasar czy popularnym Ubud, owszem – sporo ludzi, ruch na drodze, hałas, knajpka na knajpce. Ale dla chcącego odpocząć znajdą się miejsca spokojne, gdzie nie patrzy się na zegarek, a dzień wstaje i kładzie się spać w ciszy. Choćby w Candidasa, małej mieścinie na południowym wschodzie wyspy, gdzie przyszło mi mieć osobistą bazę turystyczną.

Bali jest stosunkowo małą wyspą o powierzchni 5,6 tys. km2. Stolicą tej wyspy i zarazem portem lotniczym jest Denpasar. Na wyspie uprawia się ryż, kawę i kakao. Oprócz rolnictwa główną gałęzią gospodarki jest turystyka choć po zamachach terrorystycznych w tej części Azji w ostatnich latach liczba turystów zmniejszyła się. Ważnym elementem krajobrazu są trzy wulkany, które dla Balijczyków są również istotnym elementem religijnym. Najwyższy szczyt to wulkan Agung (3142 m n.p.m.), przy którym znajduje się najważniejsza na wyspie świątynia-matka Pura Besakih. Świątyń jest tutaj bez liku – te główne, największe, stanowią atrakcję turystyczną, a te mniejsze znajdują się na każdym kroku – w prywatnych ogrodach, na ulicach, w sklepach. Balijczycy trzy razy w ciągu dnia składają swoim bogom ofiarę w postaci koszyczków z liści palm, do których wkładają kwiaty i to, co akurat mają pod ręką czyli ryż, ciasteczka, owoce, a nawet papierosy… Koszyczki te ustawiają na ziemi przed wejściem do wszystkich budynków, zarówno mieszkalnych jak i przed sklepami. Po złożeniu ofiary o koszyczkach zapominają, a te stają się interesujące dla psów i kotów, są rozdeptywane przez przechodniów czy rozjeżdżane przez skutery. Aby zrozumieć Bali warto uzupełnić swoją wiedzę w zakresie hindu. Obyczaje tutejsze są niezmiernie interesujące, a wyspa cudownie kolorowa i z atmosferą tak odmienną od europejskiej, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Do ciekawostek należy choćby fakt, iż Balijczycy piłują zęby – kły są charakterystyczne dla demonów, a tutaj robi się wszystko, aby demonów unikać. Z unikaniem demonów związane jest również noszeniem sarongów czyli chust zasłaniających nogi. Do większości świątyń wchodzi się właśnie w tych charakterystycznych “spódnicach”. Warto jest kupić taką chustę, koszt to zaledwie kilka złotych, by nie musieć wypożyczać ich każdorazowo płacąc w poszczególnych świątyniach. Demony wychodzą z wnętrza ziemi stąd sarong ma nas przed nimi chronić. Małe dzieci, do pierwszego roku życia zgodnie z balijskim kalendarzem (rok ma 210 dni) są noszone na rękach również w obawie przed demonami. Dla Balijczyków bardzo ważna jest rodzina dlatego bardzo dbają o starsze pokolenie. Zazwyczaj domostwa są zamieszkanie przez wielopokoleniowe rodziny, gdzie wspólnie spożywa się posiłki, wychowuje dzieci, pracuje. Balijczycy wierzą w karmę – prosta zasada – jeśli czynisz dobro, to ono do Ciebie wróci, podobnie ze złem. Życie na Bali płynie zgodnie z filozofią Tri Hita Karana czyli szczęśliwe życie zapewni Ci zgoda z przyrodą, innymi ludźmi i bogami. I to jest właśnie czar tej wyspy, zasada odzwierciedlona we wszystkim.

Będąc na Bali nie można się spieszyć. Tutaj czas płynie swoim rytmem wyznaczanym przez wschody i zachody słońca, przez odpływy i przypływy. Poza tym przy organizowaniu wycieczki pamiętajcie – tutejsze drogi nie nadają się do szybkiej jazdy, średnia prędkość z całodniowej wyprawy będzie na poziomie 40 km/h, a najlepiej umówić się z kierowcą, który dysponuje własnym samochodem na taką podróż. Zasady na drodze są oczywiście identyczne jak na całym świecie niemniej wąskie drogie i zatrważająca ilość skuterów powodują, że chyba bezpieczniej jest zdać się na Balijskiego kierowcę. Przy czteroosobowej ekipie koszt całodziennej objazdówki to około 200 pln. Przed wyruszeniem należy wytargować cenę, aby nie być później zaskoczonym kwotą. Uwaga, płacimy gotówką – bankomaty są na każdym kroku z tym, że można z nich jednorazowo pobrać 1 250 000 rupii, co jest równowartością około 375 pln. I na Bali jesteśmy milionerami patrząc na te zera w kwotach:).

Tanah Lot rozpoczęła cykl odkrywania Bali. Tanah Lot po balijsku znaczy “ziemia pośrodku morza” i tak jest faktycznie. To mała świątynia z XVI wieku założona przez jawajskiego mnicha jest jedną z brzegowych świątyń, których zadaniem jest ochrona wyspy przed demonami żyjącymi w morzach i oceanach. Ulokowana jest na skale i w czasie przypływu nie można do niej się dostać – nawet łodzią ze względu na potężne fale. Turyści w ogóle nie mają do niej wstępu, a do wnętrza wejść mogą tylko Balijczycy i to podczas ceremonii. Nam pozostaje spacer deptakiem wzdłuż klifu, a najbardziej popularnym czasem odwiedzania tego miejsca jest koniec dnia kiedy tłumnie przybywają tutaj turyści, by fotografować Tanah Lot na tle zachodzącego słońca. W ciągu dnia od parkingu aż po klif ciągnie się targ, gdzie można nabyć za naprawdę małe pieniądze sarongi, ubrania, okulary i całą masę różnego rodzaju pamiątek. Oczywiście targujemy się! Wstęp to koszt około 15 pln.

 

Jadąc na północ w stronę Ubud w miejscowości Mengwi, dawnej królewskiej stolicy, znajduje się przepiękna Taman Ayun, świątynia otoczona fosą. Fosa ta symbolizuje niebo, w którym żyją bogowie, a cały kompleks składa się z kilkunastu meru czyli wież z daszkami. Daszków jest zawsze nieparzysta ilość od trzech do jedenastu i każda wieża poświęcona jest innemu bogu, a im więcej daszków tym ważniejszy bóg. W Taman Ayun są dwie wieże z jedenastoma daszkami i poświęcone są bogom wulkanu Agung i wulkanu Batukaru. Najważniejszym miejscem tej świątyni jest jej wewnętrzny dziedziniec, a wchodzi się na nań przez charakterystyczną bramę zamkniętą dla zwiedzających. Turyście mogą przespacerować się wokół świątyni wzdłuż fosy oraz mają do dyspozycji park ze stawami, na których rosną lotosy. Przed wejściem znajduje się tablica z informacją, że kobiety podczas menstruacji nie powinny wchodzić na teren świątyni. Wiąże się to z wierzeniami, iż kobieta przed te kilka dni w miesiącu jest nieczysta i w związku z tym niegodna, by przebywać na terenie poświęconym bogom. Nie jest to nic uwłaczającego gdy weźmie się pod uwagę, że dawno temu gdy nie było dostępu do bieżącej wody te kilka dni w życiu każdej kobiety na pewno były pewnego rodzaju utrapieniem. Od 2012 roku Taman Ayun jest wpisana na listę Unesco. Wstęp to koszt około 10 pln.

 

Z Taman Ayun niedaleko do bardzo popularnego miasta, jakim jest Ubud. Tutaj można zaplanować posilenie się – sporo tutaj restauracji i knajp do wyboru z balijską kuchnią. Ubud jest głośne i zatłoczone, ale to dobre miejsce dla chcących zrobić zakupy – rzeźby, obrazy, figurki, inne kurzołapy…wszystko to tutaj dostaniecie. Ubud jest miastem artystów, przybywają tu rzesze turystów, na dłuższy pobyt bym się tutaj nie zdecydowała ze względu na hałas i ilość ludzi. Po obiedzie można zajrzeć do Parku Małp. Jest to miejsce, gdzie żyje kilka stad makaków i należy pamiętać, aby po pierwsze nie wnosić tutaj żadnego jedzenia, bo stanie się zachętą dla tych zwierzaków do bliskiego spotkania z nami, po drugie trzeba pilnować torebek, plecaków, czapek, okularów i wszystkiego, co mogłoby małpy zainteresować. Małpy mają tutaj jak w raju – park do ich dyspozycji, są karmione, przy wejściach można kupić banany, ale uwaga! oznacza to, że któraś z małp wskoczy na nas, by je dostać. Kopulujące makaki to tutaj równie normalny widok jak skaczące po drzewach małpy. Wstęp to koszt około 10 pln.

 

Na północ od Ubud w odległości około 2o km znajduje się miejsce z tarasami ryżowymi, które bardzo chętnie są odwiedzane przez turystów. Tak naprawdę to tarasy ryżowe znajdują się na obszarze całej wyspy, a te bardziej spektakularne są uznane za atrakcje i można nawet się nimi przejść z przewodnikiem za opłatą. Tarasy są zasilane wodą spływającą kaskadowo z Jeziora Beratan, które znajduje się w kalderze wulkanu, aż do morza. Tarasy ryżowe najlepiej prezentują się tuż przed zachodem słońca, czyli koło godziny 17 i w czasie, gdy ryż jest wyrośnięty i czeka na zbiory. Są wtedy pięknie zielone! Przy tarasach płacimy za miejsce parkingowe, a samo robienie zdjęć nic nie kosztuje. Płatny jest treking po polach. Warto na chwilę zatrzymać się w jednej z knajpek usytuowanych przy drodze z widokiem na tarasy.

 

Wracając z tarasów ryżowych do Candidasy zajrzałam jeszcze do jednej świątyni, do Goa Gajah. Było już późno, zmrok zaczynał ogarniać okolicę, na parkingu nie było nikogo. Do świątyni z parkingu schodzi się schodkami, trzeba pamiętać o sarongach. Goa Gajah czyli Jaskinia Słonia z tymi zwierzętami nie ma nic wspólnego. Swoją nazwę bierze od bliskości rzeki Elephant. Ta świątynia wykuta jest w skale prawdopodobnie w XI wieku. Ogromna twarz wykuta na skale ma otwarte usta, które jednocześnie są wejściem do jaskini. Wewnątrz znajduje się posąg boga Ganesha oraz ołtarzyk poświęcony Śiwie. Przed wejściem do jaskini znajdują się święte źródła. Wstęp to koszt około 15 pln.

I tak dzień upłynął na zwiedzaniu świątyń, a patrząc na mapę ma się wrażenie, że trasa wcale długa nie była. Jednak fakt, w jakim tempie się tutaj przemieszcza, weryfikuje plany z poranka. A do zobaczenia zostało jeszcze sporo ciekawych miejsc:).