Bali, Indonezja, Kota Kinabalu, Kuching, Malezja, Moje podróże, Singapur
Leave a comment

Kuchnia azjatycka – śmiało!

Azja jest mieszanką samą w sobie – języków, nacji, państw, ale również przypraw i smaków. To niesamowite jak inaczej się je w tej części świata.  Zrozumiałam dlaczego Europejczyk może zatęsknić za białym serem czy kabanosami, nie ujmując przy tym azjatyckiej kuchni. Ta tęsknota wynika tylko z długoletnich przyzwyczajeń do smaków, a Azja częstuje zupełnie innym menu. Tutaj je się głównie wieczorem, gdy temperatura powietrza po zmroku pozwala rozpalić ogień pod wokiem. Singapur to mieszanka nacji więc i znajdziemy tutaj różne kuchnie. Pierwszym moim posiłkiem była owsianka z żabą. Nie zapomnę na długo – po pierwsze na pewno nie cierpię owsianki, wiem to już, a po drugie żabie udka to namiastka namiastki mięsa. Polecam tą potrawę tylko, jako coś na spróbowanie. Natomiast herbata na zimno z chryzantemy – ciekawy smak, na pewno oryginalny, nie sposób porównać do czegoś znanego mi z Europy. Kuchnia hinduska – pychota! Na ostro w standardzie, większość posiłków wymaga zamówienia chlebka wypiekanego w wielkim glinianym garnku na jego ściankach (chlebek nan). Przypomina w smaku i konsystencji paschę. Jak to u Hindusów je się dłońmi czyli chlebka używa się do nabierania potraw podawanych często w formie gulaszu lub bardzo gęstej zupy.

Malezja z kolei to królestwo nasi goreng, czyli smażonego ryżu podawanego z warzywami, bardzo często z posiekanym omletem oraz z kawałkami mięsa. W Malezji je się pałeczkami i co ciekawe po tygodniu byłam już tak wyćwiczona, że zjedzenie pałeczkami azjatyckiego śniadania nie sprawiło mi w ogóle problemu – a azjatyckie śniadanie składa się z bardzo drobnych suszonych rybek, orzeszków ziemnych i kupki ryżu. W Malezji miałam przyjemność spróbować najlepszego jakie do tej pory jadłam sushi. Uwielbiam sushi, a w Malezji mogłabym je jeść i jeść. Fantastyczne świeże składniki – oto podstawa! Tego na pewno brakować mi będzie w Europie. No i oczywiście owoce morza i ryby – wszystko świeże, z połowu, podawane z ryżem i tutejszymi warzywami takimi jak Lady’s Finger czyli okrą.

Bali to z kolei przede wszystkim ryb,y w tym niesamowity stek z tuńczyka oraz grillowana makrela. A wszystko co jemy można urozmaicić sokiem wyciskanym ze świeżych owoców – w zależności od pory roku mamy do wyboru truskawki, papaję, ananasa, banany czy mango oraz sok kokosowy podawanym wprost “z drzewa” – kokos z plastikową rurką.

Większe miasta kryją w sobie chińskie dzielnice i tutaj ze względu na smaki również warto zajrzeć. Próbujmy warzyw, są bardzo smaczne i najczęściej przygotowywane na parze więc mają swoją chrupkość i kolor. Z mięs oczywiście kaczka plus wieprzowina. Chińskie zupy – gęste, z makaronem i sporymi kawałkami mięsa – pyszne i sycące. I jaśminowa herbata podawana w dzbanuszkach z małymi filiżankami lub aloesowa woda z kawałkami aloesu, na słodko. Poza knajpakami w chińskiej dzielnicy próbowałam drożdżowych bułek przypominających nasze pampuchy z mięsnym nadzieniem. Fantastyczne, a jedna taka bułka wypełnia brzuch na kilka godzin. Można również spróbować “pszczoły”, bo tak nazywają się małe kulki mięsne ukryte w pierożku z cieniutkiego ciasta i ugotowane.

Jedzenie w Azji nie jest drogie, szczególnie gdy zajrzymy na wieczorny targ taki jak w Kota Kinabalu w Malezji, gdzie serwują grillowane sataye czyli coś a la nasze szaszłyki. Na takim targu kupić można również tutejsze słodycze – kulki ryżowe obtoczone w sezamie czy liście palmy wypełnione ryżem na słodko i grillowane. Wszystkie smakołyki przygotowywane są na naszych oczach więc jedzenie jest świeże i nie ma się co obawiać, że warunki zainteresowały by nasz sanepid. Wbrew pozorom najlepsze jedzenie znajdziemy w najgorzej wyglądających miejscach. I przede wszystkim mało za nie zapłacimy, a smaki zapamiętamy na długo.

I oczywiście warto korzystać z menu owoców – świeże owoce można kupić na każdym kroku – papaja, mango, kokos, banany, liczi, granaty i wszystkie te, których nazw nie znam, a smakowały świetnie i ciekawie. I soki świeżo wyciskane – również dostępne na każdym kroku. A oprócz nich, gdyby nam tęskno było do cywilizacji, można popróbować napojów w puszkach choć przyznam, że chyba żadnego nie udało mi się wypić do końca. Ciężko z napisów i rysunków wywnioskować smak, a smaki były jakie były i średnio przypadły mi do gustu.

Zatem o czym warto pamiętać, gdy chcemy zjeść w Azji – nie bójmy się miejsc, nie bójmy się nowych potraw. Jedzenie jest tanie, można szaleć. Nawet jeśli nie rozumiecie co oznaczają wymienione w menu składniki, zaryzykujcie, bo warto. Kuchnia azjatycka jest prosta, a oparta jest na zupełnie innych smakach niż europejska. Polecam!