Borneo, Malezja, Moje podróże, Park Mulu Gunung
Leave a comment

Malezja – Park Mulu Gunung – witamy w dżungli

Z licznych opowieści słownych i pisanych wiedziałam, że w Azji klimat tam panujący będzie moją zmorą. Nic bardziej mylnego i dementuję takie stwierdzenia zrzucając je na karb polskiej przywary w postaci permanentnego narzekania:). Klimat owszem jest specyficzny, bo równikowy, a metoda na niego jedna – nie zwracać uwagi, bo i tak nie mamy wpływu na to, że nasze ciało non stop oddaje wodę przez skórę. Wysokie temperatury i wysoka wilgotność powietrza mają za to zbawienny wpływ na jej stan – można wszelkie kremy i balsamy odstawić na bok, bo skóra naturalnie się nawilża, a o makijażu należy zapomnieć, bo szkoda czasu go robić, by po 5 minutach wytrzeć go wraz z potem. W Borneńskiej dżungli, w Mulu, wszystkie doznania pogodowe spotęgowały się. 24-godzinny deszcz jak inny od naszych europejskich – po prostu non stop padało, deszcz był ciepły, powietrze również, człowiek nie marznie jak przy jesiennej słocie we Wrocławiu, można biegać w bieliźnie, co osobiście sprawdziłam. Przewodnicy w parku jakby w ogóle na deszcz nie zwrócili uwagi i wszystkie zaplanowane moje wycieczki odbyły się zgodnie z planem.

A jaki był ten plan? Z Kuching, miasta kotów, 1,5-godzinny lot do Parku Narodowego Mulu Gunung znanego z przepięknych jaskiń oraz deszczowego lasu. Lotnisko w Mulu jest bardzo kameralne, przed wejściem czekają na nas miejscowe taksówki, które zawiozą nas do biura parku. Tam dopełnia się formalności związanych z noclegiem (uwaga! należy wcześniej dokonać rezerwacji online) oraz można zasięgnąć informacji o wycieczkach, jakie można uskuteczniać w obrębie parku. Pracuje tutaj ekipa przewodników, z którymi udać się można na odpłatne przejścia przez dżunglę – na tablicy przed wejściem do biura znajduje się informacja o wolnych miejscach na konkretne wyprawy w danym dniu. Część wycieczek można zrobić samemu, a mapki wraz z informacjami są dostępne w biurze. Są też opcje kilkudniowych wypraw z przeprawą łodzią i wspinaczką górską. Ceny nie są najniższe niemniej warto zarezerwować sobie na odwiedziny dżungli minimum 2-3 dni. Wszystkie ceny dostępne są na: http://mulupark.com/ .

To, co urzeka w dżungli to tempo, w jakim się tutaj funkcjonuje – na zegarek patrzy się tylko wtedy, gdy ma się wyznaczoną zbiórkę na jedną z wycieczek. Poza tymi chwilami o zegarku się po prostu zapomina. Na tej szerokości geograficznej dzień trwa od 6 do 18, słońce wstaje i zachodzi w kilka minut jak za sprawą włącznika do światła. Spacery po dżungli to doznania słuchowe – niesamowity hałas stwarzany przez żyjące tutaj owady, a nie jest ich mało. Zwierzęta przemieszczające się po powierzchni ziemi nie mają tutaj szans – las jest gęsty, porośnięty przez ogromne drzewa, palmy, bananowce… wszystko to razem tworzy gąszcz, przez który turystom tez ciężko byłoby się przemieszczać gdyby nie specjalne kładki. Na terenie parku znajdują się również wieże do obserwacji ptaków, a na nie najlepiej wybrać się skoro świt. W ciągu dnia z obiektów latających podziwiać można głównie ogromne motyle, bo ptaki siedzą tylko na gałęziach i ćwierkają. Mulu znane jest z jednych z największych na świecie jaskiń będących efektem erozji w skałach wapiennych. Deer Cave jest w tej chwili najdłuższym na świecie pasażem podziemnym, a w Clearwater Cave płynie największy na świecie podziemny system rzeczny. Jaskiń jest kilka, wszystkie imponujące i zamieszkałe przez tysiące nietoperzy. Jeśli nie pada to przed zmrokiem można obserwować swoisty taniec na niebie – stado nietoperzy wylatuje z jaskini, w powietrzu zatacza kilka kręgów i wlatuje znów do jaskini. Mi niestety nie było dane zobaczyć takiego pokazu gdyż padało, ale za to w jaskini czuć było nietoperzowe odchody pokrywające jej dno oraz słychać było charakterystyczne piskliwe odgłosy tych niezwykłych zwierząt.

Na miejscu mamy dostęp do dwóch knajpek, w jednej serwowane jest śniadanie (w ramach noclegu) i ta jest droższa. Może wygląda bardziej cywilizowanie natomiast to właśnie po wizycie w niej mój żołądek nie był w zbyt dobrej formie. Druga knajpka znajduje się zaraz przy głównym wejściu do parku i tutaj zjemy prawdziwe domowe azjatyckie jedzenie i tą polecam. Dobrze jest z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem zarezerwować nocleg oraz wybrać i spróbować zarezerwować wycieczki. Na miejscu jest zawsze sporo turystów i ilość wolnych miejsc na bieżące dni jest ograniczona. Ten park polecam i sugeruję, aby był miejscem obowiązkowym na liście “must see” na Borneo.