Moje podróże, Wielka Brytania
comment 1

Musisz to zobaczyć – Londyn – za co polubić to miasto?

Nie, nie zgadzam się, że Londyn można zobaczyć w jeden dzień. To miasto po prostu na to nie zasługuje. Jest jak pępek Europy, choć w jej centrum nie leży. Jest jak tygiel, w którym buzują wszystkie odcienie ludzkiej skóry, języki, przyprawy z całego świata. Poczułam się tutaj jak u siebie. Czy to oznacza, że to jest TO miasto? TO miejsce, gdzie można by zaczepić się na dłużej?

ZA TARGI – tak, zdecydowanie za nie można pokochać Londyn. Przypuszczam, że każda dzielnica taki posiada, gdzie ot po prostu zrobisz zakupy na rosół – świeża kurka, włoszczyzna – albo wpadniesz poszukać francuskiego sera na wieczorną randkę czy może stolika, żeby zjeść coś gotowego, upichconego przez rodowitego Azjatę czy Murzynkę ubraną w kolorową kieckę z chustą na głowie. Fantastyczne miejsca łączące ze sobą przyjemność kupowania właściwie wszystkiego od pierdółek na komódkę w sypialni przez ręcznie robioną biżuterię, stare winylowe płyty po malowane poszewki na poduszki i używane futra, od których czuć mocno naftaliną. Budynki, w których te targi się mieszczą też są wspaniałe, zabytkowe, z pięknymi dachami, kolorowe. Cudowne klimatyczne miejsca. Musisz odwiedzić przynajmniej jeden!

 

ZA PUBY – niesamowite miejsca, które wieczorem tętnią śmiechem i rozmowami stojących ze szklaneczkami ważonego w piwnicy piwa; z papierosem, bo palenie jest w Londynie dość powszechne. W ciągu dnia idealne na obiad, na kawę siedząc w głębokim skórzanym fotelu styranym latami, gdzie prawie jak w domu czytasz Sherlocka, a o 17:00 obowiązkowo zamawiasz herbatę z mlekiem (tak tutaj lubią). Nie musisz ich specjalnie szukać, bo są dosłownie wszędzie i dosłownie na każdym rogu z okiennicami w starym drewnie pociągniętym kolorową farbą, z wykaligrafowaną nazwą ukrytą w gąszczu kolorowych kwiatów. Musisz odwiedzić przynajmniej jeden!

 

ZA UPRZEJMOŚĆ – za „przepraszam” na każdym kroku, za uśmiech, którym Cię obdarzy rudy chudy Anglik, a pani w kapeluszu zapyta w metrze jak mija dzień. Za tłumy wszędzie i o każdej porze tak, że poczujesz się jak na wakacjach w najbardziej obleganym muzeum, a jesteś przecież w pubie lub na targu. Za dystynkcję, jaka temu towarzyszy i może wynika z tego, że w końcu tutaj po sąsiedzku mieszka królowa? Czuć powiew dworu!

ZA JEDZENIE – wszędzie, na targach, w pubach, na skwerach, ulicach. Wszędzie i z całego świata, co sobie zażyczysz. Z głodu tutaj nie dadzą Ci zginąć. Londyn to mieszanka kuchni zewsząd. Dzięki przybyszom z licznych kolonii, dziś dzięki ich potomkom oraz wszystkim, którzy przybyli tu, by pracować i żyć, masz okazję zjeść jak na ulicy w Azji, posmakować sajgonek, zjeść sushi, pizzę czy straszną angielską fasolkę. Częstują tutaj również startymi i usmażonymi ziemniakami. Na śniadanie. Jak w Stanach:). Do tego bekon słoniutki i przypieczony oraz sadzone jajo. I herbata, czarna. Uważaj z herbatą! Jeśli nie lubisz wersji z mlekiem i od razu to zaznaczaj! Inaczej pijesz bawarkę :).

 

ZA METRO I PIĘTROWE AUTOBUSY. Bez podziemia Londyn nie byłby tym miastem, którym dzisiaj jest. Mieszka tutaj ponad 7 milionów osób. Nie udałoby im się funkcjonować bez „tube„, jak potocznie nazywają metro. Codziennie tłum, o każdej porze dnia, w weekendy również. Wsiadasz, wysiadasz, przesiadasz się, jedziesz, nie czekasz, a jak czekasz to minutę może, maksymalnie. Autobusom trochę ciężej, bo dotyczą ich korki, ale przejedź się, z górnego pokładu zawsze ciekawie wygląda ulica. Dzięki temu szybko i bez problemów dotrzesz i na targi i do muzeów, zlokalizowanych w różnych częściach Londynu.

 

Za przepiękny Tower Brigde, za Królową, honorową zmianę warty przed Jej pałacem, za wiewiórki w Green Park. Za Regent Street ze sklepami od znanych sieciówek jak H&M po modowe ikony jak Burberry. Za liczne teatry, sceny musicalowe, wystawy, muzea. Znajdziesz w Londynie i coś dla ciała i coś dla ducha. A znam takich, co tu przylatują specjalnie, by odwiedzać londyńskie stadiony i oglądać angielską ligę. Podobno to niezła rozrywka. Podobno :).

 

To jest miasto warte długiego weekendu, a najlepiej tygodnia. W Londynie naprawdę poczujesz się jak w wielkim europejskim tyglu tylko przyleć tu na dłużej niż dzień. Zobaczysz przepiękny Tower Bridge, wstąpisz na piwo, zjesz rybę z frytami. Poczuj to miasto położone niecałe 2h lotu z Polski, gdzie wszyscy mówią po angielsku :). Niech ten post będzie zachętą, a w kolejnych znajdziesz praktyczne wskazówki gdzie, jak i kiedy!

Jeśli Londyn nie jest Ci obcy, za co go lubisz? A może nie przypadł Ci do gustu? Napisz koniecznie w komentarzu!

 

  • Ja tam za pubami nie przepadam, tak samo jak za alkoholem. W każdym razie mi się w Londynie podoba ciągłość architektury i bardzo dobre dopasowanie nowoczesnych budynków do starych kilkuset letnich zabytków 😉