Korea Południowa, Moje podróże
Leave a comment

Najbardziej strzeżona granica świata, tak mówią – DMZ

To był punkt obowiązkowy. Stwierdziłam, że być w Korei i nie pojechać na najbardziej strzeżoną granicę świata będzie dużą stratą dla podróżniczych doświadczeń. Wycieczka została wykupiona, jadę. Dziś – niesmak pozostał. Ciężko czasem uwierzyć jaki los ludzie potrafią sobie zgotować…. Ale po kolei.

Czy wiesz, że od lat 50-tych obie Koree są w stanie wojny? Zaraz po II wojnie światowej ktoś postanowił, że zacznie rządzić Koreą po swojemu. I że będą to rządy komunistyczne. Za tą opcją murem stanęła dzisiejsza Rosja; za tymi, którzy byli przeciw Amerykanie. W efekcie przez trzy lata toczyła się regularna wojna podjazdowa, w której zginęło ponad milion Koreańczyków. Wygląda to trochę tak, jakby Rosjanie i Amerykanie w Korei urządzili sobie pole bitwy, a do walk wykorzystali lokalną ludność. W efekcie utworzono granicę, która istnieje do dzisiaj. Pas biegnący ze wschodu na zachód o szerokości 4 km, po 2 km po stronie każdej Korei. Najbardziej strzeżona granica świata bez możliwości jej przekraczania. Chroniona po stronie południowej przez Koreańczyków i Amerykanów, bo istnieją obawy, że gdyby Amerykanie wrócili do domu to Kim Dzong Un wyciągnąłby swoje zakurzone zabawki i zaatakował sąsiadów. No i dziś to miejsce jest jedną z atrakcji turystycznych, gdzie autokarami przywozi się spragnionych wrażeń obcokrajowców wykorzystując fakt, że granica leży jedynie 40 km od Seulu, stolicy kraju.

Sam fakt, że na granicę można dojechać tylko w zorganizowanej wycieczce, która kosztuje prawie 500 pln, jest mało smaczny. Na samej granicy w większości miejsc, które się odwiedza jest zakaz robienia zdjęć. Dlaczego? Ciężko zrozumieć widząc te miejsca. Dodatkowo wszędzie jest się kontrolowanym przez wojsko. Po tej wycieczce moje wrażenie jest jedno – niezłą kasę zarabiają tam na turystach. Bo faktycznie czytając o tych wszystkich oboszczeniach, zakazach zdjęć, czego masz na siebie nie zakładać itd. masz wrażenie, że jedziesz do jakiegoś strasznie niebezpiecznego miejsca. Na miejscu okazuje się, że to marketingowa fatamorgana. Taka otoczka, byś wiedział za co płacisz grubą kasę. A zaraz obok tej najbardziej strzeżonej granicy świata widzisz wesołe miasteczko i rodziny z dzieciakami puszczające latawce…. Czy coś tu się nie spina?

Niesmak pojawia się również, gdy patrzysz na te chaszcze po północnej stronie, których nie możesz sfotografować, słyszysz propagandę puszczaną przez głośniki i myślisz o ludziach, którzy żyją w tym oderwanym od naszej rzeczywistości kraju. Trochę jak w zoo… Później oglądasz film o tym, jak Korea się dzieliła, jak rodziny zostały po dwóch stronach i do dziś nie mają ze sobą kontaktu. A na koniec przewodnik zaczyna rzucać słabe żarty na temat północnokoreańskich przywódców. Całość powoduje, że zaczynasz myśleć o propagandzie uprawianej również po południowej stronie. Wina zawsze leży po dwóch stronach…

Co możesz zobaczyć wybierając się na wycieczkę do DMZ?

Obserwatorium Dora – miejsce zlokalizowane na górze Dora, skąd widać Koreę Północną, w tym propagandowe miasto – betonowe budynki bez szyb, w których nikt nie mieszka. Słychać tutaj puszczane przez głośniki po koreańsku slogany. Oczywiście nie można robić zdjęć. To znaczy można, ale tylko do wyznaczonej linii, ale z tego miejsca widać tylko murek i rząd lornetek na monety.

Park Imjingak  – jest taki zwyczaj w Korei, że członkowie rodzin dzielą się ze sobą informacjami o ważnych wydarzeniach np. o narodzinach dziecka. Ponieważ rozdzielone granicą rodziny nie mają ze sobą kontaktu to utworzono symboliczne miejsce, gdzie Południowcy na kolorowych wstążkach zostawiają wiadomości dla swych północnych rodzin. Oczywiście nikt z Północy nigdy tych wstążek nie przeczytał, bo przekroczenie granicy jest niemożliwe. W “parku” znajduje się również spalona lokomotywa i widok na Most Wolności (cóż za nazwa!), którym miał jeździć pociąg przez granicę. Nigdy ten projekt nie wszedł w życie. Jest też tutaj ogromny parking, a zaraz obok wesołe miasteczko…O dziwo wolno robić zdjęcia!

Most bez powrotu – przy tym miejscu nawet nie mogliśmy wyjść z autokaru, bo podobno jest tu strasznie niebezpiecznie. To po prostu stary mały drewniany mostek w szczerym polu. To też bardziej symboliczne miejsce – podobno jeśli przejdziesz przez ten most to już nie masz prawa wrócić. Zdjęcia tak, ale przez szybę autokaru.

IMG_8704

Trzeci tunel – w tym miejscu ręce mi opadły. Teoria jest taka – Korea Południowa zakłada, że Północ wydrążyła pięć podziemnych tuneli, które prowadziły do Seulu i że celem było zniszczenie stolicy. Do “zwiedzania” udostępniony jest tylko ten jeden tunel. Oczywiście zakaz zdjęć, nawet komórki nie można zabrać – zostawiasz wszystko w szafce. Zjeżdżasz minikolejką pod ziemię i idziesz na spacer tunelem. Ciekawe co będzie na końcu, myślisz. A na końcu jest betonowa ściana, w niej małe prostokątne okienko, przez które widać kolejną taką samą betonową ścianę z okienkiem, a dalej ciemność Korei Północnej. Osłupiałam. Dodam, że tunel jest wąski (dwie osoby obok siebie to max), niski i niespecjalnie nadawałby się do przeniesienia naprawdę niebezpiecznych materiałów, szczególnie w ilościach gwarantujących zniszczenie kilkunastomilionowego Seulu. Poddaję w wątpliwość tę teorię….

Stacja kolejowa Dorasan – kolejny propagandowy wytwór. Stacja jest w pełni wyposażona w sprzęt umożliwiający odprawę graniczną (jak na lotnisku). Jest kasa, można nabyć bilet i wyjść na peron. Przyjeżdża tutaj pociąg z Seulu i wraca do stolicy. Nigdzie dalej nie pojedzie, bo granicy nie można przekraczać. Stacja nie wygląda na tanią, a na otwarciu pojawił się sam prezydent Bush. Uwaga! Można robić zdjęcia. A w oddali słychać echa Północy z głośników….

Panmunjeom (JSA) – jedyne miejsce w DMZ, gdzie żołnierze z Północy i Południa spotykają się w wyznaczonym miejscu, by porozmawiać o bieżących problemach w strefie. To chyba najbardziej znane z mediów miejsce – niebieskie baraki po południowej stronie, szary betonowy budynek po północnej. To również jedyne miejsce, gdzie żołnierze obu stron stoją non stop na wprost siebie. Co ciekawe Ci z Południa zawsze (w całej strefie) noszą okulary przeciwsłoneczne – by słońce ich nie oślepiło i by wróg tego nie wykorzystał do ataku. Ciekawostka – służba wojskowa w Korei Południowej jest obowiązkowa i trwa trzy lata. Wszyscy ci żołnierze wyglądają jakby mieli po 15 lat. I nie mają tak źle – na północy idą na 10 lat do koszar.

W trakcie wycieczki są również puszczane filmy o wojnie koreańskiej, o samej granicy, jest też małe muzeum. W autokarze sami obcokrajowcy, w przewadze Amerykanie i Europejczycy. Trochę czułam się tutaj jak w Berlinie – jakoś w głowie mi się nie mieści, że można oddzielić grubą kreską – czy to w postaci betonowego muru czy zasieków na granicy – bliskich sobie ludzi i udawać, że tak będzie dla wszystkich najlepiej. Straszne. Niesmak pozostał. Twojej ocenie poddaję czy warto odwiedzać takie miejsca.

Informacje praktyczne:

  1. Wycieczkę warto kupić przez internet z wyprzedzeniem – jest spore zainteresowanie, im większa grupa tym gorzej z wolnymi miejscami
  2. Ceny wysokie, zbliżone w różnych biurach – warto zastanowić się nad ilością odwiedzanych miejsc, do wyboru jest zawsze kilka pakietów różniących się ceną
  3. Nie warto jechać do tunelu – jeśli któryś pakiet tego miejsca nie zawiera, to nic nie stracisz
  4. Zwróć uwagę czy w pakiecie jest obiad – wycieczki są pół- i całodniowe
  5. Najwygodniej jest wybrać się do DMZ będąc w Seulu – do granicy jest stąd około 40-50 km
  6. Przewodnik anglojęzyczny
  7. Biuro, które wybrałam i oferta na tej www
  8. Dopytaj o formę płatności – płaci się zazwyczaj w dniu wycieczki, mogą być problemy z zapłatą kartą