Moje podróże, Nowa Zelandia, Queenstown, Wanaka
Leave a comment

Ostatni przystanek NZ

Krowy na pastwisku niedaleko hotelu patrzyły dość podejrzliwie gdy o świcie na drogę wybiegły dwa człowieki. Do pokonania parę kilometrów w zupełnej ciszy, mija nas kilka aut zaledwie, bo dzisiejszy nocleg mamy w mieścinie Haast, gdzie oprócz hotelu to jest aż stacja benzynowa i może z dwa domy. Podczas biegu nagroda – wizyta na plaży. Poranek nad Morzem Tasmana, a po śniadaniu czas w drogę i to nie byle jaką.
Dzisiejszy dzień to trasa z widokami aż do Queenstown – wodospady, rzeczki z niebieską wodą i przepiękne jeziora z turkusową wodą, w lustrze której odbijają się Alpy i piękne białe obłoczki. Pogoda dopisała, jest prawdziwe lato. Na trasie zatrzymujemy się nad Jeziorem Wanaka w miejscowości o tej samej nazwie. Sporo Nowozelandczyków spędza tutaj urlop. Dzięki dość urozmaiconym okolicznościom przyrody możemy popływać w samym jeziorze w pław, wypożyczyć kajak i zrobić wodną wycieczkę czy wypożyczyć rower i pozjeżdżać z okolicznych gór. Można też poleniuchować, zjeść lody o smakach owoców występujących w tym rejonie świata czy napić się kawy w jednej z licznych kawiarenek. Bardzo przyjazne miejsce!
Samo Queenstown leży nad jeziorem Wakatipu, a najlepszy widok rozpościera się z pobliskiej szczytu, na który dostać można się gondolką. W gondolkach na przemian turyści oraz ociekający testosteronem, zarośnięci, z rozwianym włosem i nieco ubłoconym ciałem prawdziwi mężczyźni ze swoimi rowerami do downhillu. Bardzo przyjemny widok i bardzo przyjemny widok na jezioro ze szczytu. Samo miasteczko mocno przypomina narciarskie miasteczka w Europie np. w Austrii. Tutaj również zimą można poszusować na deskach. Teraz, latem, głównie rowery plus wszelkie sporty ekstremalne – ofert skakania na bungee czy latania paralotnią bez liku. Queenstown jest stolicą sportów ekstremalnych Nowej Zelandii. Tutaj zostajemy na dwie noce. Na dwie ostatnie noce w Nowej Zelandii. A potem witaj Australio!