Korea Południowa, Moje podróże
Leave a comment

Pan Hallasan i Pani Jeju – koreańskie Hawaje

Tej nazwy nie da się zapomnieć – Jeju, Wyspa Jeju (wymowa „dżedżu”), koreańskie Hawaje. Wciśnięta między Morze Żółte a Wschodniochińskie jest oblegana przez Koreańczyków w sezonie wakacyjnym. Trudno się dziwić – z Seulu lot trwa zaledwie godzinę, a samoloty startują dosłownie co kilka minut, bilet drogi nie jest. Leciałam w niedzielę skoro świt – samolot pełny, a w nim amatorzy górskich wycieczek z plecakami, softshelami i kijkami trekkingowymi.

Jeju jest wyspą wulkaniczną z ośnieżonym jeszcze w marcu szczytem Hallasan, górującym nad uprawami pomarańczy. Wejście na szczyt powinno być punktem honorowym wizyty na Jeju! Spędziłam na wyspie TYLKO dwa dni. Za mało, szczególnie, że dzień pierwszy upłynął pod znakiem parasola i z zaplanowanych miejsc zobaczyłam tylko naprawdę kilka. Drugi dzień cały poświęcony był na wejście na wulkan najdłuższym i najbardziej wymagającym szlakiem. Nie może być za prosto ☺.

Hallasan to serce Jeju.

Wokół najwyższej góry Korei Południowej w 1970 roku utworzono park narodowy. Na Hallasan prowadzi kilka wytyczonych szlaków, nie wszystkie jednak kończą się na szczycie, czyli na 1950 m n.p.m. Wybierając się na Hallasan koniecznie sprawdź pogodę – bywa tutaj bardzo wietrznie, a w marcu na szczycie panowała istna zima. Długo nie dało się tam wytrzymać. Na szlak można wyjść tylko do ściśle określonej godziny tak, by zdążyć zejść jeszcze za dnia. Spędzenie nocy w parku jest zakazane. Co mnie zaskoczyło to …. kruki. Ptaki te w Polsce są pod ochroną i ciężko je zobaczyć w naturze. Tutaj było zewsząd słychać charakterystyczne „AAAAAA”. Przepiękne ogromne skrzydła mieniące się w słońcu od aksamitnej czerni przez fiolet do granatu. Czarny masywny dziób, czarne oczy. Przelatywały wokół wędrujących w dolnej partii góry. Fantastyczny widok. Do tego nieco inna roślinność niż w Europie – w dolnych partiach krzaki przypominające rododendrony. Im wyżej, tym więcej śniegu i mniejsza widoczność na otaczające rośliny.

Szlak przystosowany dla każdego – w większości schody drewniane, w wyższych partiach uzbrojone w liny pomagające nie zjechać na pupie. Większość Koreańczyków wchodzących na szczyt miała buty mało przystosowane do takich wędrówek – tenisówki, trampki i adidasy to standard, ale jeden wynalazek ich ratował – coś a la raki zapinane właśnie do tych bucików. Jedna pani na szlaku nie mogła uwierzyć, że wchodzę na szczyt bez tego profesjonalnego wyposażenia i ze strachem w oczach życzyła mi powodzenia. Notabene była to chyba jedna z pięciu osób, które w całym kraju znają angielski (naprawdę rzadkość).

Wybrałam wymagający szlak Seongpanak, który prowadzi na sam szczyt Hallasan z widokiem na jezioro w kraterze wulkanu. Wejście i zejście z wizytą w schronisku zajęło niecałe 7 godzin – do pokonania było 20 km. Początkowo wchodzi się w miarę gładko, przed samym szczytem zaczyna się dość ostre i wymagające podejście. Na szlaku mija się tablice informujące, gdzie się aktualnie znajdujesz i ile jeszcze do szczytu. Przed ostatnim najostrzejszym podejściem można wstąpić do a la schroniska – nie licz na herbatę! Podają tu chińskie zupki. Ja schronisko przezornie zostawiałam sobie na „po zejściu” ze szczytu jako nagrodę za trud. I ta zupka chińska była najsmaczniejszą, jaką w życiu jadłam!

Było pieruńsko zimno i mokro, śnieg po kolana, świeżutki, bo spadł dzień wcześnie, gdy na dole lał deszcz. Przy schronisku znajdują się toalety. Na szczycie wiało niesamowicie. Jeziorko w kraterze było: 1). Zamarznięte 2). Za chmurami. To tyle z widoków. Momentami wiatr rozwiewał chmury i wtedy przepięknie skrzyło się wszystko wokół i nawet w dole można było dostrzec zabudowania Jeju. Przy wiosennej czy letniej aurze musi tutaj być naprawdę kolorowo i pięknie, a tak było tylko pięknie.

Wszystkie szlaki z dokładnym opisem również stopnia trudności oraz czasem potrzebnym na ich pokonanie są dostępne na www parku. Koniecznie sprawdź pogodę przed wyjściem na szlak. Miej ze sobą wodę i czekoladę. Wejście do parku jest darmowe, płaci się jedynie za parking. Wskazówki jak dojechać i gdzie startują szlaki tutaj.

Co warto zobaczyć u podnóża Góry Hallasan?

Manjanggul – najdłuższa na świecie jaskinia w lawie wulkanicznej – do odwiedzenia tego miejsca zachęciło mnie właśnie to „naj”, ale przyznam, że jako geolog byłam zawiedziona. Korea to nie jest kraj odkrywców, to kraj uporządkowany i przystosowany do prostego funkcjonowania – informacje, żeby zabrać ze sobą PARASOL do jaskini chyba tylko w takich krajach są pewnym standardem. Faktycznie, jak to w jaskini, kapało na głowę. Spacer w obie strony zajmuje około godziny – półtorej. Z zakupem biletów licz dwie godziny. W jaskini są tablice informacyjne – formy skalne opisane również po angielsku wraz ze zdjęciami na co zwrócić uwagę. Jeśli masz czas – wstąp. Informacje o jaskini znajdziesz tutaj.

Plaże, plaże, plaże. Jest ich tutaj kilka, można objechać wyspę wokół zatrzymując się na kolejnych. Jest też wyznaczony kilkunastokilometrowy szlak wzdłuż wybrzeża wiodący m.in.przez plaże. Moja noga postanęła na plaży, gdzie kobiety w tradycyjny sposób łowią ryby i owoce morze (za pomocą sieci i pomarańczowej a la boi). Lał deszcz więc ze spaceru nici, jedynie kilka zdjęć na Seongsan. Cypel na pewno wart jest odwiedzin więc jeśli masz czas to korzystaj!

W mieście Seogwipo wokół targu z żywnością znajduje się cała paleta koreańskich knajp, knajpeczek i barów (adres targu:Jungjeong-ro73beon-gil, 22). Polecam wpaść tutaj na obiad. Tutaj możesz zjeść tradycyjnie – siedząc na podłodze i samemu grillując. Oczywiście wszędzie podają kimchi! Są też knajpy z normalnymi stolikami. Królują lokale „raw fish” czyli z akwariami, gdzie Twój obiad jeszcze nie wie, że nim się stanie i spokojnie pływa sobie w wodzie.

 

Jeju praktycznie

Jak się tutaj dostać? Najszybciej samolotem z Seulu lub z Busan. Loty trwają do godziny, a bilet można kupić już za 300-400 pln w dwie strony (sprawdź tutaj). Można również promem, najwygodniej z południa wyspy, ale ta wersja trwa kilka godzin, a koszty są porównywalne (zestawienie promów tutaj).

Na miejscu warto wypożyczyć auto. Bez samochodu – korzystać z autobusów – informacje znajdziesz tu.

Zakupy spożywcze zrobisz w sieci 7eleven lub CU. Sklepiki są na każdym kroku. Polecam też lokalne targi z żywnością, a wokół nich znajdziesz na bank masę knajpek z koreańskim jedzeniem. Jeśli potrzebujesz wstąpić do marketu – Homeplus w Seongwipo będzie idealny.

Gdzie spać? Największy wybór jest w mieście Jeju na północy wyspy, gdzie znajduje się lotnisko oraz w Seongwipo na południu. Wybrałam i polecam nocleg na południu – czysto, miło i przyjemnie, ale trzeba mieć auto by tu dojechać – Mini Hotel Soul.