Hanmer Springs, Kaikoura, Moje podróże, Nowa Zelandia
Leave a comment

Polowanie na wieloryba

Wyspa południowa Nowej Zelandii od północnej różni się głównie ukształtowaniem terenu w części środkowej lądu. Na południowej królują wysokie Alpy, przypominające wyglądem nasz europejski łańcuch górski o tej samej nazwie. Plaże natomiast są tak samo piękne i wręcz dziewicze, zupełnie bez ludzi. Bieganie o poranku było czystą przyjemnością – nagrodą przerwa na plaży z widokiem na fale i odległą bryzę. Niezmienne jest jedno – kolor zielony królujący na obu wyspach. I zwierzęta.
Dzień rozpoczęty od wizyty u Tutu, wieloryba spokojnie przemierzającego wody Pacyfiku. W Kaikoura znajdziecie specjalnie zorganizowane w tym celu wycieczki (http://www.whalewatch.co.nz/). Statek płynął szybko, fale, głęboka woda. Mój paniczny strach przed wodą został przyćmiony próbą koncentracji, aby nie zapełnić ani jednej papierowej torebki. Udało się przez pierwsze półtorej godziny – czas wykorzystany na zdjęcia. Statek lokalizuje echosondą zwierzaka i podpływa na tyle blisko, aby było widać jego grzbiet i tryskającą wodę. Niestety nad lustro wody wystaje jedynie kawałek ciała wieloryba więc zdjęcia zupełnie nie oddadzą widoków. Po kilku minutach Tutu nurkuje i wtedy pokazuje swój piękny ogon – jest nagroda dla wytrwałych:). Nie jest to atrakcja należąca do tanich niemniej wychodząc z założenia, że mogę nie mieć już okazji zobaczyć wieloryba na własne oczy korzystam. Miejsce najlepiej zarezerwować przez internet. I proponuję przeczytać zasady:). Jest wśród nich ostrzeżenie dla osób cierpiących na chorobę morską, że prawdopodobieństwo, że dopadnie jest spore. Potwierdzam. Ubrać się trzeba wiatroodpornie, a buty założyć takie, aby nie ślizgać się po pokładzie.
Odpokutowałam tę wyprawę w czasie przemieszczania się już samochodem na drugi zachodni brzeg wyspy południowej. Po drodze była sesja z fokami na plaży w Kaikoura, obiad w uroczym uzdrowisku Hanmer Springs, pola i łąki, na których pasą się owce, krowy, konie, lamy i sarny. I cudowne, wręcz dziewicze plaże zachodniego wybrzeża nad Morzem Tasmańskim tuż przed zachodem słońca. Z tej strony wyspy na koniec dnia postanowiliśmy pojechać na naleśniki – Pancake Rocks (Punakaiki). Jest to interesujące miejsce, gdzie wzdłuż wybrzeża skały o różnej podatności na erozyjne działanie wody i wiatru, ułożone w warstwy tworzą formacje przypominające wyglądem wieże z naleśników. Został tutaj utworzony specjalny park z wydzieloną ścieżką i punktami widokowymi. Miejsce warte odwiedzenia – widoki szczególne.
To jest właśnie najlepsze w Nowej Zelandii, że tutaj przyroda jest na wyciągnięcie ręki, a mieszkańców i turystów jest tak mało, że można być spokojnym o brak kolejek czy miejsce na plaży. Ludzie poza tym są przemili, pomocni i wynika to wszystko zdaje się z tego, jak tutaj się żyje – ze spokoju. Czas jest, ale nie ma gonitwy. Czas się szanuje.