Moje podróże, Singapur
Leave a comment

Singapur – miasto-państwo zakazów

Miasto Lwa – tak nazywany jest Singapur – leży na Półwyspie Malajskim w południowo-wschodniej Azji. To miasto-państwo swoją historię związaną ma nierozerwalnie z Wielką Brytanią, a pełną autonomię uzyskało w 1959 roku. Od tego czasu Singapur przeżywał gospodarczy rozkwit stając się jednym z najważniejszych portów morskich w tej części Azji oraz centrum finansowym dla firm eksportowych. Dziś Singapur należy do Tygrysów Azji, a standard życia pod względem ekonomicznym należy do jednych z najwyższych w tej części świata. Właściwie nie ma tutaj bezrobocia, państwo dba, aby każdy obywatel miał płatne zajęcie. Gospodarka oparta jest głównie na usługach finansowych (swoją siedzibę ma tutaj kilkaset banków oraz towarzystw ubezpieczeniowych), turystyce, przemyśle stoczniowym oraz petrochemicznym. Znajduje się tutaj jedno z największych lotnisk świata będące portem przesiadkowym między Europą a Australią i Oceanią. Singapur po Monako należy do najbardziej zaludnionych państw świata. Powierzchnia Miasta Lwa wynosi 572 km2 (wraz z wysepkami) i zamieszkuje ją prawie 5,5 mln osób. Na ulicach widać zróżnicowanie religijne – najwięcej mieszka tutaj buddystów, w drugiej kolejności katolików i muzułmanów. Co jest ciekawe to Singapur słynie ze swoich licznych … zakazów. Właściwie na każdym kroku można się na takowe natknąć, a najbardziej zadziwiające są:

– zakaz żucia gumy, której zresztą nie można w Singapurze kupić nigdzie poza aptekami, a i tutaj tylko w celach leczniczych i pacjent zostanie przy zakupie spisany z dowodu osobistego

– zakaz niespuszczania po sobie wody w toalecie

– zakaz śmiecenia

– zakaz palenia poza wyznaczonymi do tego miejscami

– zakaz chodzenia nago nawet we własnym mieszkaniu

– zakaz wnoszenia śmierdzącego owocu durian do metra oraz do miejsc publicznych

– zakaz jedzenia i picia w metrze

Tych zakazów jest od groma, a złamanie ich wiąże się z możliwością otrzymania kary finansowej lub w postaci chłosty.

Singapur dzięki tym restrykcjom jest bardzo czystym i bezpiecznym państwem. Przestępczość właściwie tutaj nie istnieje więc o każdej porze dnia i nocy można czuć się bezpiecznie. Ponieważ ceny samochodów są wysokie, a aby je kupić należy uzyskać specjalne pozwolenie, którego koszt równy jest zakupowi tegoż auta,  większość ludzi porusza się tutaj metrem lub taksówkami. Z uwagi na klimat, jaki tutaj panuje czyli wysoka temperatura powietrza i towarzysząca wysoka wilgotność, sprzyja on wychodzeniu “na miasto” po zmroku czyli po godzinie 18. Wtedy też ożywają popularne w tej części świata food courty czyli zebrane w jednym miejscu knajpki, restauracje, bary oferujące lokalną kuchnię. W ciągu dnia koniecznie należy wybrać się na spacer przy jednym z najdroższych budynków świata – The Marina Bay Sands, by z górnego tarasu podziwiać panoramę miasta i … basen, dostępny jednak tylko i wyłącznie dla gości hotelu mieszczącego się w tym budynku. Z tarasu piękny widok roztacza się również na The Gardens of the Bay, ogrody leżące między hotelem a portem z wyglądającymi jak z filmu sf wysokimi budowlami przypominającymi drzewa. Roślinność tutaj syci oczy swoimi kolorami. Storczyki, palmy, agawy…. Przy hotelu znajduje się mała zatoka, a wzdłuż niej ciągnie się deptak wart spaceru. Między innymi miniemy budynek opery, boisko z trybunami czy fontannę ikony miasta czyli Merlion, połączenie lwa i syreny. Polecam również przechadzkę po Chinatown, gdzie warto zostać na posiłek.

To, co na początku było zabawne, a z każdym dniem stawało się męczące, to ciekawskie spojrzenia Singapurczyków w moją stronę – blond włosy i jasna skóra to w tej części Azji dość rzadko spotykana odmiana choć przecież w Singapurze pracuje i mieszka sporo osób spoza Azji. Niemniej doświadczyłam tutaj licznych wspólnych z Singapurczykami zdjęć i to bynajmniej nie na moim aparacie. Taka sama historia miała również miejsce w Malezji. I zapewne również mój europejski styl noszenia się przykuwał uwagę – w tej części świata kobiety to w większości Muzułmanki, a w związku z tym chusta na głowie, hidżab, długi rękaw oraz zakryte nogi to standard. Swoją drogą jestem pełna podziwu dla tutejszej płci pięknej – w tym klimacie ja ubrana w krótkie spodenki i t-shirt miałam ochotę co chwilę brać prysznic. A propos kwestii łazienkowych zarówno w Singapurze jak i w Malezji i Indonezji obowiązkowo w toaletach jest mały prysznic w tym samym celu, w jakim my standardowo używamy papieru toaletowego. Papier jest dostępny, ale nie wszędzie. Trzeba być na to przygotowanym gdy przerasta nas skorzystanie z “ręcznego bidetu”.

Singapur nie należy do najtańszych celów podróży, ale nie jest tutaj aż tak drogo jak w strefie Euro. Przykładowo taksówka z lotniska do naszego noclegu to koszt około 10 $ singapurskich, a przejazd trwał około 15 minut. Kolacja w Chinatown czy w centrum handlowym to wydatek rzędu 10-15$ singapurskich. Dla prostszego rachunku należy przyjąć przelicznik na PLN x3. Do jednych z najdroższych rzeczy należy tutaj alkohol z uwagi na religię islamską.