Moje podróże, USA, Yosemite
Leave a comment

Yosemite i Mono Lake

Dwa ostatnie dni spędziliśmy w Yosemite. Ten park jest drugi po Yellowstone na liście Top 10 najlepszych parków w Stanach. Tego pierwszego nie widziałam, ale Yosemite na pewno zasługuje na swoje wysokie miejsce. Park jest oczywiście BIG, jest w nim kilka jak nie kilkanaście miejsc kempingowych dla namiotów i kampowozów z całą infrastrukturą, jest kilka nolcegowni od tentów po wypasiony hotel, ale co najważniejsze jest tutaj sporo możliwości spędzenia wolnego czasu. Byliśmy tutaj tylko dwa dni, a podejrzewam, że zostanie tutaj na tydzień też budziło by we mnie poczucie niedosytu.
Yosemite to wysokie góry, przełęcze, szlaki, piękny las i rozległe łąki, wodospady, miejsca widokowe, ścieżki dla rowerzystów i do jazdy konnej. Najwyższą wysokość ma Tioga Pass – przełęcz na Tioga Road prowadząca do pięknego Mono Lake na północno-wschodnim krańcu parku – 3031 m n.p.m. Mono Lake – piękne kolory na tle ośnieżonych szczytów w parku Yosemite. Alkaliczne jezioro, wapienne budowle, sporo ptaków i pewien rodzaj much, które przez jedno z plemion indiańskich kiedyś dawno temu było uznawane za przysmak i sprzedawane w Sierra Nevada.
Zimno tutaj było, ale bardzo przyjemnie i orzeźwiająco. Widoki zapierają dech w piersiach, na takiej wysokości to zresztą nie jest trudne. Mała przebieżka, a człowiek jest zdyszany jak po wielkim wysiłku. W parku mieszkają dzikie zwierzęta – nam udało się prawie wjechać na dwa kojoty, sarny spacerowały koło nas, a tak naprawdę to liczyliśmy na spotkanie z misiem, ale się nie udało.
Między czwartkiem a piątkiem spaliśmy w górskiej mieścinie o wdzięcznej nazwie Mammoth Lakes. Miasteczko urocze wręcz. Typowy górski klimat szczególnie, że jest tutaj stok i infrastruktura do zimowej jazdy na nartach. Kolację zjedliśmy w prawdziwej amerykańskiej knajpie oglądając wieści z boisk futbolu amerykańskiego – pizza o średnicy jakiś 19″.